niedziela, 18 sierpnia 2013

"Piąta fala" R. Yancey - "recenzja" + "ciekawostki"

Okiem Rewolwerowca...


Jak książka dobra, to i czas na czytanie się znajdzie. :) ...Prawie jak Coelho.
źródło:
 http://www.znak.com.pl/files/covers/card/b3/5fala_cover_500px.jpg
O czym jest "Piąta fala"? O inwazji obcej cywilizacji na Ziemię i kilku młodych osobach które (jeszcze) żyją, dlatego też mają okazję o tym opowiadać. Być może dla części czytelników jest to książka typowo młodzieżowa (mam prawie 23 lata, może pora odpuścić książki dla młodzieży?) ale nawet gdybym miał pięćdziesiątkę na karku czytałoby się równie miło. 

Fabuła pędzi, maksymalnie skupia się na akcji i bohaterach, w tej książce nie ma zbędnych słów. A 500 stron to sporo miejsca żeby wpleść coś zbędnego. Wyidealizowani bohaterowie? Nie tutaj. Zabijanie staje się koniecznością. Jedyny sposób żeby nie zabijać to dać się zabić. Jednak DOBRO, w szeroko pojętym słowa znaczeniu, nadal istnieje, tli się w sercach niedobitków. Wiarygodność jest na bardzo wysokim poziomie. Zważywszy, że to fikcja... Okładka - bardzo ładna. Sarkazm głównej bohaterki (chwilami lekko histeryczny) - urzekający. Pytań 'co dalej???' - setki. A na kontynuację przyjdzie trochę poczekać... "Piąta fala" nie jest zmarszczką na wodzie, ma potencjał tsunami. Absolutnie polecam. Choć czekanie na ciąg dalszy nie jest zbyt komfortowe. Poniżej garść ciekawostek związanych z książką...


1. Okładka "Piątej fali" trochę :))) przypomina okładkę książki pt. "Prochy" (też apokaliptyczne klimaty, jeszcze nie czytałem ale zamierzam).
źródło:
 http://www.wydawnictwoamber.pl/pliki/okladki/Prochy.jpg



2. Na skrzydełkach można znaleźć BARDZO pochlebne komentarze. Odnośnie porównań do innych tytułów:
  • "Igrzyska śmierci" S. Collins - jeden tom "Piątej fali" jest lepszy niż 3 tomy IŚ,
  • "Droga" Cormac McCarthy - bez przesady :) , "Drodze" nic nie dorówna,
  • "Wojna światów", "Kawaleria kosmosu", "Inwazja porywaczy ciał" - wybaczcie moją ignorancję, nie zapoznałem się bardziej niż pobieżnie, mocno pobieżnie.
  • "Bastion" S. King - Bastion to długa droga do prawdziwej akcji, w "Piątej fali" akcji jest więcej niż stron.
3. GK Films i Sony Pictures wykupili prawa do ekranizacji. Z tyłu okładki jest napisane "POZNAJ NAJLEPSZĄ POWIEŚĆ 2013 ROKU, ZANIM WSZYSCY ZACZNĄ ZACHWYCAĆ SIĘ FILMEM". W rzeczywistości ekranizacja nie ma szans w pełni oddać potencjału drzemiącego w "Piątej fali". Nie ma to jak prywatna wyobraźnia.

4. Na lubimyczytac.pl moja ocena tej książki to 9/10 gwiazdek. Ostatnią zostawiłem na później, wierzę, że kontynuacja będzie jeszcze lepsza.

Okiem Nigrum...

Dwa Wzmacniacze ;)
"Zabij wszystkich, bo każdy może zabić Ciebie"

Idealne motto kryjące w sobie tak wiele znaczeń odnośnych "Piątej Fali" . Czytana ze smutkiem.Czytana z rozbawieniem.. .rozdrażnieniem... powątpiewaniem... przerażeniem. Kolejny gotowy Armageddon? Może... jednak tu nie będzie ratował Nas Bruce Willis.;)

Obcy wcale nie przypominają E.T. Nie są mili.
Homo sapiens są dla nich robactwem przygotowanym do eksterminacji.
Karaluchem...
Z książki pana Ricka wyniosłam pewną ciekawostkę:
Kochaj tak bardzo, byś wiedział za co chcesz umrzeć.
Ja wiem:)
A Wy?

Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni będę zastanawiała się nad tym w jaki sposób Planeta Ziemia odda swe ostatnie tchnienie. Może właśnie to Obcy pozbawią ją tchu?
Poczuj, posmakuj, zobacz, posłuchaj... W "Piątej Fali" nie jesteś biernym obserwatorem. To Ty tworzysz historię...
A tak na marginesie... Gdzie ta druga część!!! ;)


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

*Whispers, rumours, and reports.

Andersa de la Motte poznaliśmy dzięki książce [geim]. Ten jakże pomysłowy człowiek przedstawił nam w niej historie narcystycznego młodzieńca szukającego uciech w niebezpiecznej 'zabawie' potocznie zwaną Grą. Wybuchy, zamachy, bijatyki , ucieczki, przygłupie popisy i psikusy są częścią składową dokonań Henrika Pettersona. Pan de la Motte połączył chyba wszystkie możliwe gatunki ( thriller, sensacja, kryminał, romans, obyczajówka) w jeden uniwersalny i o to właśnie skrupulatnie oceniany owoc jego dokonań. Czy postąpił źle? Otóż nie. Nakarmił czytelnika literackim chlebem , całkowicie odpowiadającym diecie każdego niewybrednego i również tego marudzącego czytacza. :) By krótkim słowom wstępu stała się zadość dodam, iż nierzadko zdarza się tak by książka poświęcona w głównej mierze informatyce mogła w zadowalający sposób wzbudzić w czytelniku pragnienie pogłębienia swej lichej znajomości cybernetycznego świata.Tak ma się rzecz z książką [geim] i jej kontynuacją [buzz]- poddawanej ocenie poniżej.

Źródło: www.czarnaowca.pl
Kolejna część kolokwialnie  rzecz ujmując, nie wbija w fotel. Bo  z jakiegoż to powodu miałaby właśnie tak a nie inaczej działać? Poruszaliśmy się sprawnie po świecie Gry, poznawaliśmy z HP kolejne etapy tej psychologicznej sieczki jaką była wcześniej wspomniana rozrywka. Jednak tym razem nieco nadpobudliwy bohater wplątuję się w aferę na szczeblu międzynarodowym. Zmęczony wydarzeniami ubiegłego roku zaszywa się w rożnych zakątkach świata , by tam rozkoszować się życiem bogatego , przesadnie pewnego siebie szulera. Znudzony kopceniem kolejnych kilogramowych paczek zioła ( z przymrożeniem oka Kochani:), wyrywaniem 'ostrych' lasek poszukuję mocnych wrażeń kolorujących jego jakże podły i niekolorowy świat .
Spokojny, pozornie, wypoczynek HP burzy piękność, Anna Argos. Okazuję się ,że bohater wraca do Gry nie zdając sobie z tego najmniejszej sprawy. Monotonia po raz kolejny zamienia się miejscami  z niewyjaśnionymi morderstwami, chuligańskimi imprezami, nieco przerażającymi orgiami. HP, w swoim żywiole , pali za sobą kolejne mosty i zagłębia w świat zupełnie dla niego nowy i niezrozumiały, co wyjaśniłoby dlaczego wciąż błądzi niczym dziecko we mgle. Nagle znajdujemy się w skutej lodem  Szwecji, a jeszcze przed chwilą opalaliśmy się wraz z bohaterem w Arabii Saudyjskiej. Rzekłabym , szkoda;). Ale wracając do tematu-  Akcja nabiera tempa, Henrik wkracza do coraz bardziej rwącej rzeki , jego przeszłości. Znajduję posadę, podstępem- a jakże by inaczej - w firmie trudniącej się niezwykle ciekawą działalnością jaką jest kontrola przepływu informacji. Dlaczego tak postępuje? Jakie wydarzenie  sprowadza go z powrotem do Szwecji? Czego tak bardzo się boi? Co ma wspólnego z tym wszystkim Gra? Tego dowiecie się sami. Prościej- nie będę spamować.;) Zarzuciłam haczyk a Wy albo go połkniecie albo  ominiecie. Your move !

ArgosEye to prężnie działający kocioł informacyjny nieustannie podgrzewany co rusz nowymi plotkami. Bo w rzeczy samej tytuł książki- [buzz] - oznacza nic innego jak właśnie 'plotkę'. Anders de la Motte poprowadził tak sprawnie kopalnie wiedzy jaką jest firma piękności, Anny Argos, że ja momentami naprawdę miałam okropny dylemat , czy to co czytam aby nie jest na pewno tylko fikcją literacką? Póki co wciąż zgłębiam tajemnice internetu, ale nigdy nie pomyślałabym , nie wpadła, na tak genialny pomysł jakim oczarował Nas pan de la Motte. Zresztą, nie powinno to zdziwić nikogo, bo osoba mająca na co dzień styczność z najnowszymi gadżetami  z branży IT nie może pisać klasycznych romansów.;)
Wraz z Henrikiem grzęźniemy w bagnie awansów, korporacyjnych machlojek i brudzie kłębiącym się w podwalinach firmy ArgosEye. Nie robimy tego jednak bez  przyczyny, mamy w tym swój cel. Bo jak poznać najciemniejsze oblicze wroga  ? Trzeba zatrudnić się w jego firmie, co też czyni nasz wybuchowy bohater. Od tej pory toniemy wraz z nim w slangu rodem z Gwiezdnych Wojen, często zupełnie niezrozumiałym  dla informatycznych żółtodziobów . Gdyby tego było mało, nasz drogi HP, jest osobnikiem nagminnie używającym niecenzuralnych słów. Co piąte jego zdanie jest poprzedzone wykrzyknikiem bądź słowem typu: 'bitch', 'motherfucker'. Nie bez powodu użyłam angielskich zapożyczeń, ponieważ i one są istotną częścią książki, by nie rzec , elementem składowym [buzz]. Dla mnie było to nieco śmieszne, kiedy główny bohater , może raczej tłumacz, 'spolszczał' fonetycznie  słowa zaczerpnięte z innego języka. Szkoda tylko ,że nie szwedzkiego pochodzenia.

Kolejnym nieco drażliwym elementem była postać samego bohatera, Henrika. Nikt nigdy nie irytował mnie w tak dosadny sposób, jak czynił to HP. Narcyz, dodam sfrustrowany , nałogowiec, żyjący wiecznie na krawędzi, nie podlegający żadnej jurysdykcji, chyba,że samosądowi. Wieczny malkontent, wyrywający gorący towar.. To nie moja bajka panie de la Motte. Bohaterowie tego formatu są niezawodni, lecz często negatywnie odbierani przez czytającego. A może to świadomy zabieg? Kogo zapamiętamy bardziej? Szaraczka w okularach, którego największym wyczynem jest przejście przez ulice, czy takiego HP skaczącego z balustrady, dachu bądź pod pociąg z kpiącym uśmiechem ? Znacie odpowiedź.Skoro o bohaterach mowa to dodam, że reszta kadry zawodniczej pana Andersa wydała mi się płaska i nijaka. Bez serca, bez polotu, szczególnych umiejętności rozmywająca się w tuszu wydarzeń naszego niezawodnego Pettersona .

Na koniec warto byłoby wspomnieć o szacie graficznej książki pana de la Motte. Tak jak poprzednia część, taki i [buzz] przyciąga kocie oko każdego łasego nowości czytelnika. Pomysłowa okładka nawiązująca do przygód naszego HP na pustyni, splamiona krwią, wraz z adres firmy ArgosEye.. Bingo Mr. Anders! Wyłuszczony druk , umieszczany w dużych odstępach ułatwia czytanie tak jak i przypisy wyjaśniające użyte słowo niepolskiego pochodzenia.[buzz] nie jest wymagającą lekturą i nie mówię tego ze zgryzotą. Płynność i zawrotność akcji budują tło dla poczynań bohatera. Nie spotkamy się z przynudzającymi fragmentami, lecz i takimi od których włos się jeży. Jesteśmy usatysfakcjonowani umiarkowanym poziomem nieco chaotycznych przygód bohatera. Zadowolenie może również budzić samo zakończenie, jesteśmy pewni, że książka będzie miała swoją kontynuację , a Henrik nie tak prędko zazna świętego spokoju na jakiejś tropikalnej wyspie w towarzystwie 'gorącej laski'...

Gdybym miała postawić notkę w dzienniczku obok nazwiska pana de la Motte , autor ten otrzymałby zasłużoną czwórkę z plusem. Niech Henrik Petterson nauczy się w końcu grzecznie wypowiadać o płci pięknej :) I przestanie skakać z balkonów i mostów. Niektórzy czytelnicy mają słabe serca...
Polecam .  

* Pogłoski, plotki, doniesienia.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Na kanapie.pl

sobota, 3 sierpnia 2013

Wieczorem

Rewolwerowiec:
Blog został trochę zaniedbany ostatnio, aż wstyd. W ramach rekompensaty powinienem napisać coś sensownego lub chociaż ciekawego ale raczej się nie uda. Lato roztapia dni w jednolitą, gęsta masę. Czas biegnie naprawdę dziwnie, przyspiesza w najmniej oczekiwanym momencie, zwalnia do granic cierpliwości kiedy powinien biec... co najmniej... 'normalnie'. Słońcu dostało się tyle bluzgów, że powinno zgasnąć, następny w kolejce - mróz. Jak co roku wyczekuję jesieni. Tym razem mam wyjątkowe powody ku temu. Zawsze wiedziałem, że jesień jest dobra. Z tym swoim zachmurzonym niebem, kolorowymi liśćmi itd.

Latem słońce zawsze będzie zbyt gorące, powietrze zbyt suche, wieczory za krótkie a wolny czas zbyt ulotny. Wszystko umyka. Jesienią jakoś łatwiej nasączyć umysł teraźniejszością. A teraz? Niebo gaśnie, papieros też, całkiem przyjemnie, nawet nie chce się na nic narzekać...


Nigrum:
Człowiek zawsze ma za mało czasu. Nigdy nie jest tak, że szczęśliwy może rozdawać go potrzebującym wytchnienia. Bo sam odczuwa jego dotkliwy brak.
Nieliczne osoby odwiedzające bloga z pewnością zauważyły zastój .;) Usprawiedliwię się tym, że w życiu moim i Rewolwerowca dokonało się i dokona wiele zmian. A czas, ten parszywy dziadek, nigdy nie zwalnia, więc posty rozpłynęły się gdzieś pomiędzy jawą a snem.
Nie piszę teraz niczego logicznego. Jest wieczór, praktycznie noc, lato w pełni ...
Bądźcie cierpliwi.  Tak jak My.
Pooddychać, powspominać, spalić się na tym piekielnym słońcu... Priorytety na lato.
Ten żar odbiera myślenie, roztapia mózg niebezpiecznymi chemikaliami... I jak być tu twórczym?:)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Zbiór opowiadań pt. ''Żadnych romantycznych bzdur''

Zwrócono się do Nas z pewną prośbą. Znajomy z portalu Lubimyczytać.pl otrzymał szanse o jakiej wielu z Nas skrycie marzy.

Jest początkującym pisarzem, wysłał swoje teksty do wydawnictwa Novea Res i spodobały się.
Wydawnictwo chce wydać  zbiór opowiadań satyryczno-obyczajowo-romantycznych Michała. Ale jest mu potrzebna pomoc. Wasza pomoc.

Wystarczy, że wesprzecie finansowo projekt Michała Lipki na stronie Polakpotrafi.pl .
Każda kwota jest pomocna. Każda złotówka jest na wagę złota.
Pomóżcie spełnić marzenie  :)


środa, 12 czerwca 2013

Kukiełka

 *"Świat nie należy do Nas"...*
Nigrum:
 To właściwe do kogo?
Przecież jesteśmy tylko kukiełkami, glinianymi aniołkami zamkniętymi w koszmarnych szklanych wiezieniach.Patrzymy na świat przez pryzmat sztucznych płatków pokrywających nasze pole widzenia.Jesteśmy spokojni.Nasz bezruch buduje los. Inaczej pęknie szkło, a My zostaniemy sami. Bo w tej bańce istnieje ktoś- może wytwór wyobraźni , lecz chroniący przed niebezpieczeństwami. Jak na kukiełki przystało potrafimy doskonale grać.
Uśmiech? Żaden problem. Pstryk i już jest.
Łza? To jeszcze prostsze. Bez zastanowienia płynie kap kap...
 Jedynie co Nas ratuje przed zupełnym zesztywnieniem w woskowej formie jest miłość.



Rewolwerowiec:
Fantomy dla przypadku. Wyrzuceni z czeluści wszechświata w tu i teraz. Zawsze zagubieni, jakkolwiek misterną iluzję sensu utkamy. "Być przez dwadzieścia cztery godziny sobą samym, nigdy kimś innym, to było w niektórych wypadkach łaską, w innych - wyrokiem". Pragniemy spokoju, oczekujemy szczęścia, boimy się bólu. Więźniowie przekonań, nie tylko swoich.

Momenty. Dotyk ciepła na skórze. Zapach chłodnego wiatru. Światło. Odseparowanie zmysłów od świadomości. Istnieć, nic więcej. Bezgłośnie oddychać razem z całą Ziemią. Pieprzyć Id. Pieprzyć ego. Pieprzyć superego. Kochać. Oszaleć. Iść gdziekolwiek.

Ale i tak jestem w klatce.

***

Każda chwila ma swój smak
zapisany BYLE jak na kartce podpisanej "Dla Pokolenia"...
Jednego dnia piszesz ją WSPAK 

tak jak podpowiada Ci sumienie... 
Następnego dnia widzisz sam ,że było to tyko wspomnienie...
A może ZNAK?




środa, 22 maja 2013

Nostalgia umierania


źródło: http://www.insignis.pl
Smutna lektura... Ale budzi wiele dobrych emocji... Populacja przetrzebiona wirusem grypy. Większość już martwa. Nieliczni zdrowi, reszta nie do końca. Kres cywilizacji. Natura z powrotem przejmuje świat we władanie.

Czterdziestoletni facet. Jego zmilitaryzowany towarzysz i pies. Opuszczone lotnisko - ich twierdza. Oaza, bastion, może cmentarz. Szansa, że gdzieś jest coś więcej...

Czy można zaryzykować względną stabilność życia dla czegoś więcej? Co jest zupełnie niepewne? Prawdopodobnie umrzeć starając się znów zacząć żyć? Można. I nasz bohater to zrobi. Z jakim skutkiem? Przeczytajcie książkę.
Narracja zanim zacznie irytować stanie się głosem w głowie czytelnika. Pochłonie go. "Gwiazdozbiór psa" angażuje na tyle mocno, że ostatnie kilkadziesiąt stron czytałem z poczuciem straty... Jak coś tak dobrego może się w ogóle kończyć? Dlaczego? Chciałbym czytać tę książkę jeszcze długo... Jej urzekająca prostota. Bezpośrednia wrażliwość. Szorstki liryzm.
Czytając, zostawiałem na aksamitnej w dotyku okładce ślady palców... "Gwiazdozbiór psa" wpędził mnie w taki nastrój, że te odciski stały się tłem dla wielu egzystencjalnych przemyśleń. :) Polecam, przeczytajcie, odetchnijcie, skupcie się na istnieniu. Zachwyćcie się nim.

9/10. Tylko dlatego, że 360 str. to zbyt mało dla tak dobrej książki.

niedziela, 19 maja 2013

Strzeż się Ślimaka. Warszawskie Targi Książki.

Okiem Nigrum:
O, Warszawskie Targi Książki ! Co Tak Krótko!
Jesteśmy przed Stadionem wraz z Rewolwerowcem i Lucy. Objadamy się i chłoniemy zgodnym okiem obrazy przepastnie przeogromnego i przerobionego w marginalny sposób stadionu...
Wchodzimy po schodach. Czuję się jak mała dziewczynka krocząca wielkimi susami po marmurowych sklepieniach ruchomych potworów...I ten wiatr. Biedna ma zwiewna sukienka...;)
Och...duszno. Robi się tłoczno. Widzę wszędzie książki. Mam omamy? Nie;)Toż to Targi!Czuję się zupełnie jak człowiek umierający z pragnienia a nie mogący skosztować chociażby łyku wody...Spękane usta wciąż coś szeptają ( do ucha Rewolwerowca podążającego tuż obok...)a oczy śledzą ...Ślimaka! Mężczyzno- kobieta w żółtym skafandrze już zawsze będzie pojawiać się w moich sennych majakach... Zgrozo!;)
Jesteśmy wyczerpani. Siedzimy na plastikowych krzesełkach i wdychamy stadionowe kłęby kurzu leniwe strącane przez wiatr, przesuwające się delikatnie po Naszych ubraniach, gardłach...Odrobinę znudzeni i przejedzeni widokiem mnogości książek.. ale szczęśliwi we własnym gronie.
A Ślimak siedzi w tych sreberkach...;0


Okiem Rewolwerowca:
 Stadion jest duży i zakurzony. Jedno i drugie robi wrażenie. Największą wadą WTK były tłumy ludzi. Wolałbym tak kameralnie zwiedzać, we trójkę np. :) Co zwróciło moją uwagę... Mało stoisk antykwarycznych, zbyt mało jeśli chciało się upolować się coś naprawdę ciekawego. Za to płyt winylowych sporo. :) ...Miłośnicy komiksów też nie mogli narzekać (gablota z dużymi figurkami bohaterów Marvela i gościa z jakiejś gry którego imienia nie znam - WOW), stoiska wydawnictw niektóre skromne (lubimyczytać.pl), inne bardzo efektowne (elegancki Rebis, przyprawiający o porzyganie się X, z tego wszystkiego sam nie wiem co, wszystko wirujące w jadowitej zieleni, ble). Całkiem sympatycznie poza tym.

Niepokój budziły jedynie błąkające się alejkami Ślimak, Mysz i Żółw. Kto może kryć się pod tymi przebraniami? Każdy. My ich nie widzimy, ale oni nas tak. I cały czas patrzą...